Express
Ilustrowany - "Egzorcystka"
Anna Fijałkowska z Łodzi zasłynęła jako egzorcystka,
organizatorka seansów spirytystycznych i wróżbitka. Wszystko
czym się zajmuje jest niezwykłe, a słuchając jej opowieści
zadać można sobie pytanie: czy są one wytworem nadzwyczaj
bujnej wyobraźni? Czy też może rzeczywiście są zjawiska na
tej ziemi, które trudno zważyć, zmierzyć i wytłumaczyć w
racjonalny sposób.
Od kilku lat współpracuje z asystentem, Longinem Ciesielskim.
Ukończyła studium psychotroniczne w Łodzi.W łódzkim gabinecie
trudno ją zastać. Jest zapraszana w różne strony Polski i
tak na prawdę życie spędza w podróżach. Dostała tytuł honorowej
wróżki miasta Łeby i Łeba jest tym miastem, do którego wyjeżdża
najczęściej i gdzie czeka najwięcej jej fanów.
-Moje przepowiednie podczas seansów spirytystycznych i wróżby
z kart mają osiemdziesiąt procent sprawdzalności - opowiada
Anna Fijałkowska. -Podczas wróżenia z kart idę w stronę poradnictwa
życiowego. W końcu tego oczekują ode mnie moi klienci. Chcą
znaleźć receptę na lepsze życie i sposób na uwolnienie się
od trapiących ich problemów. Często przedmiotem trosk są
sprawy sercowe. Ale nie tylko. Coraz częściej porady wróżki
oczekują biznesmeni. Wróżę również korespondencyjnie. Mam
swoich stałych klientów nawet w USA i w Australii. Mają do
mnie zaufanie i przekonali się, że moje porady przynoszą
im tylko pożytek. Każdy przed wróżeniemmusi trzymać karty
w swoich dloniach. Od czterech lat nagrywam swoje przepowiednie
wyczytane w kartach i rady. Każdy otrzymuje kasetę z takim
nagraniem, gdzie ma ostrzeżenia, przepowiednie i porady,
a ja mam pewność, że nikt nie przekręci moich słów, albo
źle je zinterpretuje. Kasety przysporzyły mi masę klientów.
Mam klienta rekordzistę, który jest w posiadaniu aż dwunastu
kaset i twierdzi, że te nagrania są dla niego alfabetem postępowania
w życiu. Mam stałą klientke: pani mieszka w USA, a jej partner
w Norwegii. Od sześciu lat trzykrotnie w ciągu roku kobieta
jeździ do niego i zawsze zatrzymuje się u mnie na wróżby.
Do dziś pamiętam inną kobietę, która przyszła do mnie owładnięta
myślami samobójczymi. Wyczytałam to w kartach, nawet nie
musiała mi o tym mówić. Kiedy ją zobaczyłam nastepnym razem
wyznała, że kaseta z nagraniem wróżby pozwoliła jej przetrwać
najtrudniejsze w życiu chwile. Moja rola polega na doradzeniu
jak pomóc sobie w rozwiązaniu życiowych problemów. A każdy
musi wyciągnąć dla siebie wnioski, przecież wróżka za nikogo
życia nie przeżyje.
Wróżka
Anna twierdzi, że nie wystarczy umiejętność interpretowania
układów kart, ale trzeba też być dobrym psychologiem i
czytać "całego
człowieka" - jego gesty, mimikę, sposób wyrażania
uczuć. Przez szesnaście lat zajmowała się chiromancją -
czytaniem
z ręki.
- Od czasu kiedy przepowiedziałam śmierć piętnastoletniego
chłopca nigdy już tego nie robiłam. Byłao to tak: na plaży
otaczał mnie tłum ludzi, którym czytałam z ręki. Jakiemuś
chłopcu poradziłam, żeby przez najbliższe dni nie wchodził
do morza, bo grozi mu niebezpieczeństwo. Po dwóch dniach
usłyszałam w hotelu, że przed chwilą utopił się piętnastolatek.
To było straszne uczucie.
Najbardziej niesamowite są opowieści Anny Fijałkowskiej o...
egzorcyzmach:
- Po śmierci nie wszystkie duszyczki odchodzą w zaświaty
- opowiada wróżka i egzorcystka Anna z miną najzupełniej
poważną. - Niektórzy boją się piekła i tego, że po tamtej
stronie będzie im źle. Nie odchodzi matka, która zostawiła
dzieci i chce nawet po śmierci roztaczać nad nimi opiekę.
Nie odchodzą w zaświaty osoby, które zmarły śmiercią gwałtowną.
A także samobójcy, bo nie nadszedł czas ich naturalnego przejścia
na drugą stronę. Duchy są jak ludzie. Jaki kto był za zycia,
taki też będzie po śmierci. Często jestem zapraszana na egzorcyzmy
do nawiedzonych domów. Najbardziej zakodowała mi się w pamięci
historia w Zgierzu. Mężczyzna zmarł w pijanym widzie, a jego
rodzina przeżywała przez trzy miesiące od jego śmierci prawdziwy
horror. Po śmierci mężczyzny zaczęły się w domu jego córki
dziać niesamowite rzeczy. Mieszkała ona z mężem i córkeczką
w samodzielnym domu. Opowiadała jak słychać było głośne pukania
w segment, jak słyszy stukanie. Słyszała też jak ojciec wzywa
ją po imieniu. Obecność jego ducha kompletnie pozbawiała
ją energii. Ta rodzina przeżywała rzeczywiście horror. Wezwali
raz nawet księdza, ale jego obecność nic nie zmieniła. Kiedy
zawezwano mnie na miejsce cała rodzina była wykończona psychicznie.
Usiedliśmy do seansu. Egzorcysta posługuje się w takich sytuacjach
kropidłem i wdodą święconą. Tak też zrobiłam. Po wielu staraniach
udało mi się uwolnić nawiedzony dom, a jego mieszkańcom przywrócić
równowagę psychiczną. Głeboko utkwiła mi też w pamięci historia
spod Zielonej Góry. Małżeństwo kupiło ośrodek nad jeziorem.
Starsi mieszkańcy tej okolicy pamiętali, że w tym jeziorze
utopili się Niemcy uciekający po przegranej wojnie. To jezioro
i po wojnie pochłonęło mnóstwo ofiar, a utonęło w nim dużo
ludzi. Egzorcyzmy robiliśmy w całym ośrodku. Kiedy wlaliśmy
wodę święconą do jeziora miało się wrażenie, że wszystko
jakby się zagotowało. Myślałam, że pomost się załamie. To
niezwykłe zjawisko mamy uwiecznione na fotografii! Cienie
na zdjęciu to nie jest mgła, ani wada techniczna, a odprowadzanie
zagubionych dusz w zaświaty...
Zobacz
oryginał [174KB] >>>
Mapa strony