Jeśli chcesz otrzymywać informacje o Wróżce Annie i jej stronie www podaj swoj adres e-mail:

 

Dziennik Wschodni - "Co może wróżka?"

 

Specjalnie dla "Nie do wiary" Anna Fijałkowska, opowiada o swej niezwykłej pracy


Uczucia, praca, biznes, finanse, zdrowie, sprawy rodzinne i partnerskie, dzieci, kierunki studiów niespodziewane wydarzenia i ostrzeżenia, podróże i romanse... - to tylko niektóre z licznych dziedzin życia, których tajemnice wróżka Anna z łatwością potrafi ukazać. Na ostatnich lubelskich Targach Medycyny Naturalnej, Wróżb i Niezwykłości jej gabinet był oblegany od rana do wieczora. Przed zapaloną świecą i talią kart siadali profesorowie uniwersytetu, księża, lekarze, artyści, rolnicy, robotnicy, studenci, uczniowie. Dlaczego?

-Ile kosztuje wróżba?
-Jestem drogą wróżką. Dlaczego? Bo moje słowa się sprawdzają. Kiedy ktoś przychodzi z jednym problemem, płaci 20 zł. Przy trzech problemach za 60 zł wychodzi z nagraną kasetą. Jeśli ktoś decyduje się na całą sesję, to siedzimy nawet trzy godziny i wtedy to musi kosztować.


-Po co pani nagrywa seans?
-W tego typu doradztwie życiowym liczy się każde słowo, które można sobie w domu na spokojnie wysłuchać, przeanalizować, i po roku sprawdzić, na ile moje przepowiednie są trafione.


-Od czego zaczyna pani pracę?
-Staram się określić, co wydarzy się w perspektywie dwóch tygodni, miesiąca, pół roku, półtora roku. Potem jest spojrzenie na dzieci, rodzinę, teściów. Omawiamy sprawy dotyczące finansów, zdrowia, i tak dalej, patrząc, co karty mówią od siebie.

-Przed rozpoczęciem seansu każe pani wziąć karty do ręki...
-Karty pokazują mi psychikę mojego gościa.

-Po takim ogólnym rozpoznaniu przy pomocy zwykłych kart przechodzi pani do tarota...
-Wtedy odpowiadam na konkretne pytania. Każdy ma swojego mola, co go gryzie. Jeden pyta, co o nim myśli konkretna osoba, drugi, jak to miało miejsce na targach, co zdarzyło się z sumą 2 tys. zł w styczniu 1998 roku.

-Co Pani mu powiedziała?
-Wyciągnął kartę. I wyszło, że te pieniądze przejęła kobieta z jego środowiska pracy, na dodatek bliska jego sercu. On mi przerwał i mówi: -Dziękuję, wiem wszystko...

-Z jakimi problemami przychodzili mieszkańcy Lublina?
-W większości ze zdrowiem.

-Co mają karty do zdrowia? Co mogą podpowiedzieć?
-Przede wszystkim ukazuja konstrukcję psychiczną człowieka, od której zdrowie jest bardzo zależne. Karty ostrzegają przed zawałem, wylewem, rakiem. Przychodzą ludzie, którzy mówią, że mają nowotwór i chcą wiedzieć, czy przeżyją pięć lat. Ostatnio przyjechała do mnie rodzina z Niemiec. Ich dziecko ma guza mózgu. Jedni lekarze mówili: operować; drudzy: nie! Powiedzieli mi: zrobimy tak, jak pani powie. Ułożyłam karty. Zrobili tak, jak powiedziały.

-Z tego widać, że wróżenie to bardzo odpowiedzialna rzecz.
-W Polsce jest kilkanaście tysięcy wróżek. Anna Fijałkowska tylko jedna.

-Ponoć upodobali sobie panią biznesmeni...
-Podjeżdżają luksusowymi samochodami wraz ze swoimi asystentkami i pytają: -Proszę pani, zamierzam kupić dom. Dwadzieścia cztery kondygnacje. Czy w ciągu dwóch lat przyniesie mi to zyski?
Patrzę w karty i mówię: -Nie! I nie kupują.
Drugi pyta: -Mam kopalnię. Sprzedać czy zainwestować? Zaglądam do kart i widzę, że w ciągu dwóch lat kopalnia przyniesie zyski.
-Dobra, kupujemy nowe maszyny - mówi do sekretarki.

-Co jeszcze doradza pani biznesmenom?
-Podpowiadam, z kim warto robić pieniądze, a z kim nie wolno wchodzić w żadną spółkę. Analizuję postawy wspólników i pracowników. "Badam" ich lojalność i uczciwość.

-Czy zajmuje sie pani doradztwem w sprawie pracy?
-To duży procent spraw, w których pomagam ludziom. Podpowiadam, czy warto zmienić pracę. Jeśli tak, to na jaką? Jednym radzę, by zrezygnowali ze spółek i poszli do "zwykłej" pracy. Innym, by rzucili etacik i wzięli pieniądze w swoje ręce.

-Jak jest z pani skutecznością w tej kwestii?
-Jeśli powiem, że osiągam 98%, to i tak pan nie uwierzy.

-Wróżki od zawsze kojarzą się z pytaniem o powodzenie w miłości...
-Dziwi się pan? Przecież życie pojedynczego człowieka krąży wokół miłości i to ona decyduje o spełnieniu człowieka w innych dziedzinach życia.

-Jakie sprawy zatem dominują?
-Na pierwszym miejscu: czy jeszcze można uratować to małżeństwo? Jak je ratować? Co będzie, gdy poświęcę się dla dzieci i zostanę z mężem? Co będzie, gdy sie rozstaniemy? Czy on da sobie radę? Czy ona będzie szczęśliwa?

-Co pani wtedy radzi?
-Osoba, która pyta o los małżeństwa, dostaje dwie wizje: co się będzie działo, gdy zostaną razem i co stanie się, gdy się rozejdą. Tu moja rola się kończy. Pytający sam musi dokonać wyboru.

-Przez trzy dni widziałem przed pani stoiskiem bardzo dużo młodych dziewczyn? Z czym przychodziły?
-Z problemami w szkole, na uczelni, ze sprawami uczuciowymi, z kłopotami zdrowotnymi, z brakiem porozumienia w rodzinie. Pierwszego dnia była u mnie Kasia z jednego z lubelskich liceów. Pytała, dlaczego klasa jej nie akceptuje. Była u psychologa, pedagoga, psychoterapeuty. Nikt nie potrafił rozwiązać jej problemu.

-Pani go rozwiązała?
-Sądzę, że tak. Wyszło, że jest "zbyt pozytywna". Za bardzo spokojna i wyciszona. "Nie z tej bajki". Doradziłam jej zmianę ubioru, tempa życia, więcej dynamiki. Okazało się, że ma talent do szycia. Podpowiedziałam, żeby narysowała parę ciuchów,odszyła jednej koleżance, drugiej. Ma dzwonić za parę dni.

-Co sprawia, że ludzie potrzebują wróżek?
-Życie, proszę pana. Zwyczajne życie. Ludzie biegają za biznesem i pieniądzem. Zaczynają gubić się w uczuciach i emocjach. W kartach wychodzą mi jako psychiczni pustelnicy. Jesteśmy razem, ale każdy zajmuje się osobno swoimi sprawami. Ja mam swoje życie, mąż swoje, nie mamy czasu dla siebie.

-Dużo małżeństw daje się uratować?
-Dużo. I z listów szczęśliwych ludzi bardzo się cieszę.

-A kiedy on pyta, czy ma być z żoną czy z kochanką?
-Zaglądamy do kart. Często wychodzi, że w domu miłości już nie będzie. Że nie warto stwarzać pozorów. Wtedy szybka decyzja może przynieść odmianę losu. Drugi związek, drugie dziecko. Mówię: wolny wybór, drogi panie. Ale czuję, że szczęście stoi po pańskiej stronie.

-Jak w Polsce traktuje się Honorową Wróżkę Księstwa Łeby, która wśród wróżek ma palmę pierwszeństwa w skuteczności i wiarygodności?
-Z honorami. Jakżeby inaczej? Pogoń za pieniądzem przerodziła się w wyścig szczurów. Ludzie przestali mieć do innych zaufanie. Może dlatego mają go tak wiele do mnie? Poza tym wielu z nich zabrnęło w ślepy zaułek. Nie pomagają najbliżsi, bo są juz bardzo daleko. Nie pomagają przyjaciele, bo tam gdzie chodzi o pieniądze, kończy się przyjaźń. Nie pomagają księża, bo ludzie stracili wiarę, że warto wierzyć w cokolwiek. Nie pomagają psychoterapeuci, nie pomagają lekarze ani cudotwórcy, bo człowiek sam sobie nie chce już pomóc. Zostają wróżki.

-Pani Anno, czy to prawda, że udało się ludziom wyprosić u pani częstsze wizyty w Lublinie?
-Tak. Bardzo chcą tego. Jak wyjdzie, zobaczymy. Na razie pozdrawiam serdecznie. Czytelników Dziennika Wschodniego i spróbuję zrobić tak, żeby ten numer gazety przynosił wam szczęście...

Rozmawiał
Waldemar Sulisz

Zobacz oryginał [320KB] >>>

Mapa strony

 
Statystyka generowana przez Reggi-Stat - www.reggi.pl